Kasia była całe życie grzeczną dziewczynką – pilnie uczyła się, by nie zawieść rodziców. Wierzyła w miłość i syndrom „tego jedynego”, lecz jej wybraniec okazał się draniem. Gdy znów została singielką, pewnego wieczoru, przytłoczona nudą, weszła na czat. Tam poznała Daniela.
Od pierwszej rozmowy wydał się niepowtarzalny. Rozmawiali dojrzale – co, jak się później okazało, wynikało z osiemnastoletniej różnicy wieku. Ona kończyła licencjat, on był po przejściach: rozwodnikiem z piętnastoletnią córką. Kontakt nie urwał się; przeciągnął w czasie. Rozmawiali godzinami. Daniel należał do rzadkich mężczyzn, którzy potrafią słuchać ze zrozumieniem, a nie tylko słyszeć słowa.
Kasia coraz bardziej go poznawała. Uwielbiała dźwięk jego głosu przez Skype’a.
Gdy zdecydowali się na spotkanie, Kasia pojechała do jego miasta. Czuła, że robi coś głupiego i nierozsądnego – jechała przecież do prawie obcego mężczyzny. Tłumaczyła sobie: Raz się żyje. Mogę zaszaleć.
Daniel odebrał ją z dworca późnym wieczorem. W jego mieszkaniu godzinami rozmawiali, popijając herbatę. Nagle pochylił się i pocałował ją – najpierw delikatnie, lecz gdy odwzajemniła pocałunek, stał się namiętniejszy. Kasia była speszona; wcześniej kochała się tylko z byłym. Mimo to czuła narastające podniecenie. Daniel całował znakomicie, a w niej rosła ochota, by zaszło dalej.
Jakby czytał w jej myślach, ściągnął koszulkę, a potem zaczął rozpinać guziki jej bluzki. Wkrótce oboje byli nadzy, a ich pocałunki nie ustawały. Przenieśli się na podłogę, na rozłożony koc. Kasia wzięła w dłoń jego twardego członka i zrozumiała, że tej nocy grzeczna dziewczynka zniknie na dobre.
Zsunęła się niżej. Jej język delikatnie musnął żołądź, potem powędrował wzdłuż całej długości. Lizała go od nasady ku górze – powoli, dokładnie – by w końcu skupić się na samej główce. Nie pominęła najmniejszego skrawka. Gdy delikatne pieszczoty znudziły ją, uniosła wzrok. Jej loki opadły na wilgotną jeszcze główkę.
– Bardzo cię pragnę – szepnęła, patrząc mu prosto w oczy. Przesunęła się ku jego ustom, by złączyć się w namiętnym pocałunku. Potem znów zeszła niżej. Jakby przypadkiem, musnęła językiem żołądź, a potem wzięła go całego do ust. Przez chwilę trzymała go nieruchomo, a on czuł tylko gorący oddech i wilgoć. Gdy język Kasi ożył, jego dłonie zacisnęły się na jej ramionach. Chyba mu się podoba – pomyślała i postanowiła nie ustawać. Jej ruchy były zdecydowane, lecz nie agresywne.
Nie wyjmując go z ust, znów spojrzała w górę. Włosy spadają mi na oczy… – pomyślała z irytacją. Daniel pochwycił jej włosy w garść, odsłaniając twarz. Ten gest podniecił ją jeszcze bardziej. Czuła, jak twardnieje w jej ustach. Jest cudowny. Chcę go w sobie poczuć… – myślała, lecz odrzuciła pokusę. Chciała się nim nacieszyć. Zdziwiło ją własne podniecenie – czy naprawdę wystarczyło pieścić go ustami?
Przerwała, polecając mu uklęknąć. Gdy posłusznie stanął przed nią, widok jego napiętego ciała sprawił, że poczuła wilgoć między udami. Jej palce zacisnęły się wokół niego. Początkowo powolne ruchy dłoni stawały się coraz szybsze, mocniejsze. W odpowiedzi Daniel dotknął jej ud, by w końcu zanurzyć palce w jej wilgotnym miejscu. Szybko odnalazł punkt, którego dotyk wzbudzał w Kasi nieziemską rozkosz.
Jeśli zaraz nie wejdzie we mnie i nie zacznie mnie kochać tak mocno, jak tylko potrafi… chyba go zabiję – pomyślała, wydając cichy jęk. Daniel widział jej rosnącą potrzebę. Wtedy Kasia straciła cierpliwość – nagłym ruchem popchnęła go na koc. Leżał na plecach, lekko zdezorientowany.
Ona usiadła na nim, chwyciła jego członka i wprowadziła w siebie. Dezorientacja Daniela rozpłynęła się w rozkoszy. Czuł jej ciepło i wilgoć. Ona – jego twardość. Chwila połączenia była niezapomniana.
Kasia zaczęła się kołysać. Gdy Daniel sięgnął po jej piersi, pochwyciła jego nadgarstki. Spojrzał na nią zdumiony. Uśmiechnęła się.
– Dzisiaj robimy to po mojemu. Twoje dłonie nie są tam, gdzie trzeba… – powiedziała, kładąc jedną jego dłoń na swoim pośladku, a drugą prowadząc do łechtaczki. Daniel zrozumiał natychmiast. Jego palce zaczęły krążyć dokładnie tam, gdzie chciała.
Ruchy Kasi stały się gwałtowniejsze. Daniel czuł rytmiczne skurcze jej wnętrza. W jej oczach dostrzegł błysk pożądania. Bez skrępowania oboje jęczeli. Jego dłoń zacisnęła się na jej biodrze, druga nie przestawała pieścić. Kasia czuła, że nie wytrzyma. Gdy była już na krawędzi, odsunęła jego dłoń od łechtaczki. Chwycił ją mocno za biodra, przytrzymując, gdy zaczęła poruszać się szybko i gwałtownie, pogrążona w namiętności.
Nagle Daniel uniósł się i szepnął jej do ucha:
– Dochodzę…
Ten głos… który tak uwielbiam… – przemknęło jej przez myśl. Te słowa i ton dopełniły jej rozkoszy. Oboje osiągnęli szczyt w tej samej chwili. Zatrzymali się, by przedłużyć ekstazę.
Nie zmieniając pozycji, przytulili się. Kasia zamknęła oczy, wsłuchując się w szybkie bicie jego serca. Daniel pocałował ją w czoło i szepnął:
– Cicha woda brzegi rwie…


